miastoNS
Portal informacyjny | Nowy Sącz

Były zawodnik Sandecji Czesław Pierzchała, popularny „Pele” kończy 80 lat!

„Nikt Ci nic nie da. Sam musisz zarobić. Sam musisz zasłużyć”.

0 1 586

Dzisiaj, 18 stycznia 2020 r. Czesław Pierzchała, szerszemu gronu czytelników znany jako „Pele” kończy 80 lat. Udało nam się spotkać z Panem Czesławem. Opowiedział nam skrawek historii swojego życia. Lekko nie miał – jako 2-latek stracił ojca, który został zamordowany przez niemieckich hitlerowców. Z rodzeństwem przez wiele lat opiekował się sparaliżowaną mamą. Jednak mimo wszystko był najlepszym piłkarzem w historii Sandecji Nowy Sącz. Teraz walczy z ZUS’em o godną emeryturę. – Wszystko zawdzięczam swojej rodzinie. To dla nich dorobek mojego życia – mówi Pierzchała.

 

Czytaj również: Nowy rok to nowe możliwości!
Zdobądź niemal 7 tys. złotych na podwyższenie swoich kwalifikacji

 

Początek. Śmierć taty
Urodziłem się 18 stycznia 1940 r. Mieszkaliśmy na ul. Romanowskiego 1 w Nowym Sączu. Mój tata i jego kolega w naszej kamienicy prowadzili piekarnię. Tak się zdarzyło, że po drugiej stronie naszej kamienicy było zamknięte getto żydowskie. To jedyne zamknięte getto w Nowym Sączu. Były jeszcze dwa m.in. na Naściszowskiej. Mój tata workami, razem z kolegą przerzucali chleb przez mur od strony ul. Pijarskiej. Tata nie ratował jednego żyda, a wszystkich, którzy przebywali w tym getcie (dostał za ratowanie żydów pośmiertne odznaczenie „Krzyż Oświęcimski”). 18 marca 1942 r. ktoś go zadenuncjował – ja znam nazwisko tego kapusia. To był Ukrainiec. Nie podam tego nazwiska publicznie, ponieważ jego potomkowie mogą żyć, a ja nie chcę się mścić na jego rodzinie…

 

 

Pod naszą kamienicę podjechał gazik. Pod bramą zjawiło się gestapo. Jeden hitlerowiec został na dole, dwóch wyszło na piętro po ojca. Krzyczeli czy jest tata. – Czego ode mnie chcecie – zapytał tato. – Musimy Cię zabrać do gestapo na ul. Czarneckiego. Zaraz wrócisz do dzieci – powiedzieli bezczelnie. Ja miałem 2 lata, siostra 3. Brat 6 lat. Tata nas mocno ucałował. Przeczuwał co go może spotkać. Po miesiącu na Czarneckiego trafił do Tarnowa. Następnie w maju 1942 r. przewieźli go do Auschwitz. Z dokumentów, które udało mi się uzyskać wynika, że zamordowali go 23 czerwca 1942 roku. Katowali i torturowali tatę najpierw w Nowym Sączu, później w Tarnowie i dobili w Oświęcimiu. Tata był twardy dlatego tyle wytrzymał. Myśl o pozostawionych dzieciach tak długo trzymała go na tym świecie. Straciliśmy jedynego żywiciela rodziny.

 

 

Dorastanie, edukacja
Po wojnie przenieśliśmy się na ul. Wałową 12. Mama pracowała na kuchni. Ciężko było strasznie. Nie było nas na nic stać. Mama zachorowała na kościec stawowy. Straszna choroba. Później jak pracowała w GS to myśmy jako dzieci pod rękę odprowadzali. Bez niczyjej pomocy dorastałem. Mama zawsze powtarzała – Synu nikt Ci nic nie da. Sam musisz zarobić. Sam musisz zasłużyć. Takie czasy były, ale teraz jest podobnie…

Zacząłem chodzić do szkoły, do Mickiewicza w 1947 r. i skończyłem w 1954 r. Brat dorastał i zaczął pracować w piekarni. Z pracy przynosił chleb i żywił nas i sąsiadów. Pomagaliśmy sobie wzajemnie. Taka sąsiedzka pomoc. Teraz tego nie ma… Zaraz po szkole poszedłem do szkoły zawodowej, kolejowej. 3 dni w tygodniu pracowałem na zakładach ZNTK – najgorsze prace wykonywaliśmy. Jako młodziki wykorzystywali nas. W zimnie, wacie szklanej. Straszna praca. Dzięki tej pracy utrzymywałem rodzinę – ja się bardzo dobrze uczyłem. Stypendium dostawałem – to wszystko po mamie. Ona bardzo mądrą kobietą była. Przed wojną byliśmy bardzo bogaci. Tata sklep prowadził. Dziadek miał zakład szewski, 13 czeladników zatrudniał – z całej okolicy klientów obsługiwał. Po wojnie dziadowaliśmy strasznie.

Ukończyłem tą szkołę i dostałem nakaz pracowniczy i skierowanie do Zakładów Mechanicznych im. Józefa Stalina w Ławędach. Jak pojechałem do pracy miałem 16 lat. Mama była sparaliżowana. Zarabiałem dużo – były to zakłady zbrojeniowe. Robiliśmy 20, 40, 80 tonowe czołgi. W 1958 r. skończył mi się nakaz pracy i przyjechałem do Nowego Sącza. Akurat wtedy była ta straszna powódź. Poszedłem oglądać Dunajec i idąc ul. Jagiellońską spotkał mnie kierownik drużyny Różycki. Ja już wtedy byłem powołany do kadry narodowej, ale nie pojechałem ponieważ miałem nakaz pracowniczy. Ktoś rodzinę musiał utrzymać. Pracowałem w ZNTK i dodatkowo grałem w piłkę nożną. Grałem w pierwszej drużynie Sandecji. Już wtedy mówiono na mnie „Pele” – moja technika była znakomita. Porównywali mnie z wirtuozem brazylijskiego futbolu Edsonem Arantesem do Nascimento szerzej znanym jako „Pele”.

 

 

Sandecja zorganizowała Turniej Dzikich Drużyn. Ja zgłosiłem swoją drużynę z rynku Maślanego. Podczas tego turnieju ładowałem 7-8 bramek w każdym meczu. W finale strzeliłem 7 bramek. Z Zarządu przyszedł do mnie Wania, Czernka, Dębicki i wzięli mnie do trampkarzy Sandecji. Damy Ci na fryzjera i buty. Będziesz grał w Sandecji. W 1960 roku zajęliśmy bardzo dobre drugie miejsce w II lidze i Sandecja zarobiła na mnie 100 tysięcy złotych. Wykupili mnie do Górnika Jaworzno – pojechałem tam na staż wojskowy. Wspaniale grałem głową. To dzięki znakomitym warunkom fizycznym. Ćwiczyłem lekkoatletykę, ping pong, siatkówkę, koszykówkę. W szachy znakomicie grałem. Na 400 metrów nikt ze mną nie wygrał. W tym Górniku zrobiliśmy awans

W Sandecji grałem profesjonalnie. Trenowałem codziennie. Jako kierownik w ZNTK pracowałem 5 godzin. Później puszczano nas na treningi. Najlepszym trenerem był Nowak, który doprowadził nas bardzo wysoko. Bieleckiego również bardzo szanuję. Znakomicie wspominam Lustiga Nusena – on pomagał całej drużynie i wszystkim zawodnikom. Miał dziesięć „Warszaw”. Swoimi taksówkami nas zawoził na mecze. To był dobrodziej drużyny. Żywił nas, premie dawał, kolacje w Imperialu oferował.

„Pierzchała Sandecji wierny pozostał 21 lat. W tym prawie ćwierćwieczu zaliczył ok. 600 spotkań w różnych kategoriach wiekowych, w pojedynkach pierwszej drużyny seniorów strzelił przeszło 30 bramek. Pierzchała w 1967 r. przeżył jeden z najpiękniejszych momentów w swoim życiu. Po zwycięstwie 6:0 z Wieczystą Kraków zagwarantował Sandecji awans do II ligi (wtedy najwyższą klasą rozgrywek była I liga). Rozentuzjazmowani kibice na rękach przenieśli zawodników ze stadionu Dunajca na remontowany obiekt przy al. Wolności. Tam właśnie odbyła się wielka feta. Karierę zawodniczą zakończył Pierzchała w 1971 roku. Po odstawieniu zawodniczych butów na kołku Pierzchała zajął się pracą szkoleniową” – fragment książki autorstwa Daniela Weimera A jak Augustynek Ż jak Żabecki .

Walka o godną emeryturę
ZUS mnie okrada. Pracowałem od małolata. Kopalnia, ZNTK. Teraz dostałem najniższą krajową emeryturę. Raptem 1400 złotych. Wpisali mi, że w Jawożnie zarabiałem 500 zł, a miałem 5x tyle! To kpina. Jak można zgubić dokumentację. Mam wszystkie dokumenty. Świadectwa pracy pozostały w ZUSie. Nie ma zarobkowych… Walczę o to za co harowałem jak wół. Sprawa w trwa od 2004 roku. Nie odpuszczę.

Działalność publiczna
Czesław Pierzchała jest współzałożycielem oraz członkiem światowej organizacji Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Rodzin Oświęcimskich Auschwitz-Birkenau

 

 

Rafał Kmak
fot. archiwum Czesława Pierzchały

Komentarze Facebook
Zobacz również

Zostaw odpowiedź