miastoNS
Portal informacyjny | Nowy Sącz

Piotr Świerczewski: Sandecja to już historia, dryfuje w kierunku zaścianka i niedorozwoju [Wywiad]

0 351

W dzisiejszym Przeglądzie Sportowym ukazała się rozmowa Piotra Świerczewskiego, byłego trenera dumy Sądecczyzny Sandecji Nowy Sącz. W szczerej rozmowie z dziennikarzem Świerczewski nie ukrywa rozgoryczenia sytuacją w klubie. Zaznacza, że sytuacja finansowa nie jest dobra, iż wycofanie drugiej drużyny z rozgrywek to błąd. Mówi, że klub zmierza w kierunku niedorozwoju i dryfuje w kierunku zaścianka… Całość rozmowy poniżej.

 

Czytaj również: Trzy nowe kierunki studiów w sądeckim PWSZ! Uczelnia na miarę XXI wieku

 

Chciałbym zostać przy trenerce, lecz pracować w klubie z perspektywą, stabilnymi finansami, bez konieczności użerania się o każdy grosz – mówi Piotr Świerczewski w rozmowie udzielonej Przeglądowi Sportowemu. Dziś nie mam już nic wspólnego z Sandecją. Wycofałem się. Nie bez żalu zresztą, bo planowałem poświęcić czas i pracę, by klub bliski sercu podążał w kierunku rozwoju, a nie niedorozwoju – nie ukrywa Świerczewski. Sandecja dryfuje w kierunku zaścianka, a mnie działanie w organizacyjnej partyzantce już nie bawi. Z Marcinem utrzymaliśmy klub, który w zakończonym sezonie, porównując z poprzednim, miał o przeszło 30 procent niższy budżet – dodaje. Wycofanie drugiego zespołu to bzdura! Cały świat ma takie zaplecze. Chciałem się podjąć budowania czegoś, co jest fajne, nowoczesne, z wizją atrakcyjnej gry, a nie firmować dziadostwo – nie ukrywa.

PIOTR WOŁOSIK: Panie Piotrze, wyrazy współczucia z powodu śmierci taty…
PIOTR ŚWIERCZEWSKI (były reprezentant Polski w piłce nożnej): – Dziękuję. Tato zachęcił do grania w piłkę mnie i mojego brata – Marka. Grywał gdzieś w trzeciej lidze, przed laty był kierownikiem drużyny w Sandecji, trochę działaczem, generalnie sympatykiem piłki, kibicem. I choć jako zawodnik nie wskoczył na wyższy pułap, zdecydowanie jego zasługą było to, że ja i Marek to uczyniliśmy zapewne spełniając jego marzenia.

Zupełnie niedawno pan, człowiek pochodzący z Nowego Sącza pięknie odwdzięczył się swojemu rodzinnemu miastu utrzymując wspólnie z Marcinem Jałochą Sandecję w pierwszej lidze. Wasz duet przyszedł w momencie, który idealnie oddaje tytuł piosenki Budki Suflera – „Ratujmy, co się da”.

I uratowaliśmy. My oraz drużyna.

Co dalej?
Dziś z Sandecją nie mam już nic wspólnego. Wycofałem się. Nie bez żalu zresztą, bo planowałem poświęcić czas i pracę, by klub, bliski mojemu sercu podążał w kierunku rozwoju, a nie… niedorozwoju. Absolutnie nie widzę przed nim przyszłości. Dryfuje w kierunku zaścianka, a mnie działanie w organizacyjnej partyzantce już nie bawi. Z Marcinem utrzymaliśmy klub, który w zakończonym sezonie, porównując z poprzednim miał o przeszło 30 procent ciachnięty budżet. A poziom rozgrywkowy nie zmienił się. Mało tego, przecież w pewnym momencie byliśmy blisko załapania się do baraży o Ekstraklasę. A gdy dowiedziałem się, że w przyszłości pieniędzy znowu ma być mniej dałem sobie spokój. Powtarzam, ja to już ćwiczyłem. Dziękuję bardzo.

Rzeczywiście, mógł się pan zniechęcić. W czasach, kiedy podjął się pan za darmo utrzymania ŁKS w ekstraklasie. Niewiele zabrakło. Nie miał pan jednak powodu do wstydu, bo dziś widzimy ŁKS, na tle tamtego pańskiego posiadający wszystko, a z hukiem zleciał z Ekstraklasy…
Za chwilę wrócę do tamtych czasów, ale kontynuując chwilę temat Sandecji nie tylko ponownie obcięte pieniądze przez właściciela klubu – miasto są kłopotem. Nie ma podgrzewanego boiska, a kiedy mignęła mi wizualizacja nowego stadionu, to… czegoś podobnego w życiu nie widziałem. Bo to ma być nowy stadion, ale wyglądający, jak zupełnie stary. W sprawach sportowych też klapa. Zaznaczałem, iż jeśli zostanę w klubie trzeba odważniej postawić na młodzież. Z Marcinem daliśmy już minuty młodym chłopakom. Sandecja miała jednak trochę inne plany, bo zlikwidowała drugą drużynę… To gdzie ci chłopcy, a większość jest z Nowego Sącza mają się podziać? Nie upchniesz wszystkich do pierwszego zespołu.

Kilka klubów ekstraklasy, które zrezygnowały z drugiej drużyny wróciły do jej odtworzenia.
Widocznie w Nowym Sączu tego nie wiedzą. Wycofanie drugiego zespołu to bzdura! Cały świat ma takie zaplecze, ono musi prezentować pewien poziom. Nie ma lepszego miejsca dla piłkarza wracającego na przykład po kontuzji. Chciałem się podjąć budowania czegoś, co jest fajne, nowoczesne, z wizją atrakcyjnej gry, a nie firmować ćwierćśrodki i dziadostwo. Nawet gdyby udało się wprowadzić do podstawowej jednego, dwóch chłopaków z Sącza, czy z okolic, dla mieszkańców byłaby to atrakcja, świetna historia i pozytywny kopniak dla miejscowej młodzieży: masz u siebie fajny, przyjazny klub. Zasuwaj, staraj się, a może będzie cię na miejscu oklaskiwać tato, ciotka, sąsiad, czy wujek. Gdy usłyszałem od prezydenta, że chce, bym się zajął klubem byłem pewien, żebym zajął się rozwojem, a nie zwijaniem. Szkoda.

W drodze po utrzymanie ograliście Podbeskidzie Bielsko–Biała i Stal Mielec, czyli zespoły, które bezpośrednio awansowały do ekstraklasy.
Mieliśmy olbrzymią satysfakcję. Marcin, ja, podopieczni. Czytałem ostatnio, że próbowano, czy odwołano usunąć prezesa Artura Kapelkę. Kolejna głupota, bo ten facet dwoił się i troił, by klub istniał, rozwijał. Odniosłem wrażenie, że niepotrzebnie utrzymałem ten klub. Ja miałem frajdę, a drugą stronę to utrzymanie wyraźnie uwierało. Z jej punktu widzenia chyba lepiej byłoby spokojnie grać w drugiej, czy trzeciej lidze. Nie ma pieniędzy, służyć będzie stadion, który jest, drugą drużynę likwidujemy, podgrzewanej murawy nie ma powodu robić. Tak to z mojej perspektywy wygląda.

Potrafi pan ukręcić bicz z piachu, ale po takich doświadczeniach, jak w Łodzi, czy teraz w Nowym Sączu planuje pan pozostanie przy trenerce? Nie zniechęcił się pan?
Przypomnę, że w Lublinie zostawiłem Motor nad strefą spadkową, lecz tamci działacze i milion ich doradców chciało pucharów. Poszło trochę w drugą stronę, bo w kolejnym sezonie Motor spadł. Chciałbym zostać przy trenerce, lecz w klubie z pewną perspektywą. Czyli stabilnymi finansami, bez użerania się o jakikolwiek grosz, z ludźmi i wizją pokrywającą się z moją – rozwojem.

Całość rozmowy – KLIK

Źródło Przegląd Sportowy
Foto: Piotr Kucza / Newspix

 

Komentarze Facebook
Zobacz również

Zostaw odpowiedź