miastoNS
Portal informacyjny | Nowy Sącz

Tomasz Michałowski: Sandecja zawsze była w moim sercu!

1 987

Został prezesem największego klubu sportowego w regionie i już na początku swojej pracy musiał zmierzyć się z wieloma problemami, które dręczyły Sandecję od lat. Jak sobie poradził, jak wyobraża sobie funkcjonowanie klubu i jakie cele stawia przed zawodnikami, trenerami i przed samym sobą? O tym rozmawiamy z prezesem Sandecji Nowy Sącz – Tomaszem Michałowskim.

 

Czytaj również: Kibice spotkali się z piłkarzami Sandecji podczas oficjalnej prezentacji [ZDJĘCIA]

 

Mija już półtora miesiąca od momentu, w którym objął Pan funkcję prezesa Sandecji Nowy Sącz. Jak ocenia Pan ten czas?

Mogę powiedzieć, że jest dokładnie tak, jak się spodziewałem. Obejmując to stanowisko, miałem pełną świadomość tego, że ten początkowy okres będzie niezwykle trudny i intensywny. Mimo tego, że wiele osób związanych z Sandecją znałem już wcześniej, choćby z racji mojej pracy w Wydziale Kultury, Sportu, Komunikacji Społecznej i Promocji Urzędu Miasta, to jednak sporo osobistości musiałem dopiero poznać. To dosyć czasochłonne, ale konieczne, bo komunikacja międzyludzka jest niezwykle ważna w każdym aspekcie. Oprócz tego oczywiście kwestie sportowe, które tak na dobrą sprawę domknęliśmy niemal przed pierwszym meczem ligowym z Chojniczanką. Muszę przyznać, że chyba żaden z moich poprzedników nie miał takiej sytuacji, że musiał skompletować niemal cały pierwszy zespół od nowa. Mowa nie tylko o nowych piłkarzach, ale także tych, z którymi przedłużaliśmy kontrakty. Negocjacje po spadku z ekstraklasy, gdzie wynagrodzenia zawodników były znacznie wyższe, były więc tym bardziej trudne. Oprócz tego zakontraktowanie całego sztabu trenerskiego i to wszystko w bardzo krótkim czasie. Z kilkoma zawodnikami przyszło nam się rozstać, to też nie było łatwe i przyjemne, ale konieczne, by zadbać o klubowe finanse. Tak więc podsumowując, ten czas był niezwykle pracowity, ale efektywny.

Miał Pan już wcześniej doświadczenie w roli prezesa klubu sportowego, prowadząc zespół Olimpii Beskid. Czy zatem coś specjalnie Pana zaskoczyło w pracy w Sandecji?

Trudno wskazać jedną konkretną rzecz, ale na pewno zaskoczyła mnie mnogość wykonywanych działań, bo tych obowiązków w zasadzie od pierwszego dnia pojawiło się mnóstwo i każdy z nich był ważny. Bardzo dużo spraw musieliśmy załatwić w bardzo krótkim czasie, a doba jak wszyscy wiemy ma tylko 24 godziny.

Dlaczego więc w ogóle zdecydował się Pan na objęcie tej funkcji, w tak trudnym momencie, tuż po spadku z ekstraklasy?

Przede wszystkim to dla mnie wyzwanie, ale też nie ukrywam, że zawsze byłem fanem Sandecji i zawsze byłem blisko tego klubu. Kilka lat temu wspólnie z kibicami wydawaliśmy nawet gazetę “Biało-Czarni”, uczestniczyłem w przygotowaniach do obchodów 100-lecia klubu, więc gdzieś w moim sercu zawsze była Sandecja. Teraz oczywiście znajdujemy się w nieco trudniejszym czasie, nawet wielu moich przyjaciół odradzało mi podjęcie tej pracy, ale czasem właśnie w takim okresie łatwiej jest coś zbudować, trzeba tylko oddzielić grubą kreską to, co za nami, zapomnieć może o złych rzeczach i iść pewnym krokiem do celu.

Sporą przeszkodą mógł okazać się sam stadion, który jednak ostatecznie otrzymał licencję PZPN-u.

Musieliśmy spełnić mnóstwo wymogów, ale poradziliśmy sobie. Nie chodziło przecież tylko o same krzesełka. Musieliśmy wymienić ławki dla rezerwowych i delegatów, zamontować nowe nagłośnienie, monitoring. Dostosować pomieszczenia klubowe do najnowszych wytycznych, dopasować oświetlenie z zapewnieniem awaryjnej stacji trafo i utworzyć miejsca dla osób niepełnosprawnych. Zrobiliśmy to i tutaj wielkie podziękowania należą się dyrektorowi Pawłowi Badurze z MOSiR-u, ale też pracownikom Sandecji i MOSiR-u.

Z jednej strony kibice cieszą się, że Sandecja wraca do Nowego Sącza, z drugiej liczyli jednak, że zasiądą już na nowym stadionie. Jak zatem wyglądają postępy przy realizacji tej inwestycji?

Jak wszyscy wiemy, przetarg został rozstrzygnięty, ostatnio gościliśmy na stadionie Pana Marka Oleniacza, prezesa Sądeckiej Infrastruktury Miejskiej, czyli spółki, która jest inwestorem zastępczym, w towarzystwie prezesa firmy projektującej nowy stadion. W zasadzie pracownicy tej firmy pojawiają się tutaj bardzo często, przygotowują dokumentację, więc widać tę pracę, sporo się dzieje w tej sprawie, ale musimy uzbroić się w cierpliwość.

Inną bolączką kibiców Sandecji, jest sytuacja finansowa klubu i zainteresowanie sponsorów. Czy w tej kwestii udało się już odpowiednio zabezpieczyć najbliższą przyszłość biało-czarnych?

Sandecja jest spółką akcyjną, w której 100 procent udziałów ma Miasto Nowy Sącz, które od lat jest głównym sponsorem zespołu. Wystąpiliśmy do prezydenta o dokapitalizowanie spółki, jednak cały czas prowadzimy rozmowy z potencjalnymi sponsorami. Chcemy zachęcić firmy, by inwestowały w ten klub. To z pewnością kolejne trudne wyzwanie, które stoi przede mną.

Za panem za to już oficjalna prezentacja drużyny, która za namową kibiców odbyła się w hali MOSiR, a nie jak to było do tej pory, w galerii handlowej. Jak Pan oceni to wydarzenie?

Nie mi to oceniać, liczę na to, że kibice są zadowoleni. Przychyliłem się do ich prośby i zorganizowaliśmy prezentację właśnie na hali przy ul. Nadbrzeżnej. Wydaje mi się, że wprowadziliśmy nową jakość i wyższą rangę dla tego wydarzenia i pierwsze reakcje kibiców były pozytywne, co oczywiście bardzo mnie cieszy.

Poprawa komunikacji z kibicami to był jeden z ważniejszych celów, jakie chciał Pan zrealizować na stanowisku prezesa. Udało się?

Zawszę wychodzę z założenia, że trzeba i warto rozmawiać. Lepiej jest przeciąć pewne spekulacje od razu. W przeszłości wydaje mi się, że mogło tego zabraknąć, przez co ze zwykłego nieporozumienia wynikały poważne problemy wielkiej rangi. Ja jedno z takich spotkań z kibicami już odbyłem i chciałbym, aby odbywały się one przynajmniej dwa razy w rundzie. Lepiej odpowiadać często na trudne pytania, twarzą w twarz i wspólnie rozwiązywać problemy, czy niejasności. Musimy bowiem pamiętać, że przecież zawodnicy grają dla kibiców, tak samo my pracujemy na to, by klub był właśnie dla nich. Stąd też na przełomie sierpnia i września chcielibyśmy uruchomić sklep internetowy ze wszystkimi pamiątkami i gadżetami związanymi z Sandecją. Równocześnie powstaną dwa punkty stacjonarne – jeden w naszym budynku klubowym, drugi w jednym ze sklepów sportowych w Nowym Sączu. Także na prośbę kibiców wydłużyliśmy godziny pracy klubu do godz. 18, dzięki czemu każdy kibic może bez problemów zaopatrzyć się już w bilety, czy karnety.

Spora obniżka w cenach karnetów to kolejny ukłon w stronę kibiców.

Chcemy, aby stadion Sandecji w Nowym Sączu wypełnił się po brzegi. Jest głód piłki nożnej w naszym mieście, to widać choćby po ostatnich sparingach, na których pojawiło się kilkuset kibiców, a przecież odbywały się one w środku dnia, w środku tygodnia. Poza tym, zwyczajnie kibicom należy się jakaś rekompensata po ostatnim sezonie. Mecze w Niecieczy to były prawdziwe wyprawy dla kibiców. Koszty z nimi związane były naprawdę spore, a mimo to kibice byli z nami, więc uważam, że ta obniżka cen po prostu im się należy. Bilet normalny będzie kosztował 15 zł, ulgowy 12 zł. Karnety w cenie 79 zł to naprawdę bardzo dobra cena. Przy zakupie karnetu cena biletu wynosi zaledwie 7,9 zł, więc to niemal połowa normalnej ceny. Co więcej, karnety będą upoważniały na wejście na stadion podczas meczów Pucharu Polski, więc jest to kolejny argument do tego, by taki karnet nabyć. A gdyby komuś jeszcze było mało, to do każdego karnetu będziemy wręczać ciekawy gadżet, a będą to ramki na tablice rejestracyjne z nazwą klubu.

Pozostając jeszcze w temacie kibiców, nie sposób nie wspomnieć o tych najmłodszych. Czym zaskoczy nas w tym roku sektor rodzinny przy Kilińskiego?

Sektor rodzinny to takie nasze oczko w głowie i będziemy starali się przyciągnąć rodziny z dziećmi na nasz stadion. Na sektorze będą pracowały oczywiście animatorki, będzie mnóstwo konkursów i gadżetów. Co istotne, dwie dobrze wszystkim znane firmy, będą sprawowały patronat nad sektorem rodzinnym, a mowa o firmie Koral i firmie Fakro. Dzięki temu najmłodsi kibice będą mogli liczyć na mnóstwo niespodzianek.

Jaki cel postawił Pan przed zawodnikami, sztabem trenerskim, ale i przed samym sobą na nadchodzący sezon?

Chcielibyśmy utrzymywać się w tej górnej połówce tabeli, co dla nas jako zarządu też byłoby dodatkowym argumentem w rozmowach z potencjalnymi sponsorami. Celem w perspektywie trzyletniej jest powrót do ekstraklasy, jednak ten najbliższy czas chcemy poświęcić na budowanie wszystkich struktur, mocnego zespołu i odbudowanie tej słynnej twierdzy piłkarskiej przy Kilińskiego, dzięki wsparciu kibiców, którzy mam nadzieję, będą z nami podczas każdego spotkania.

Tego Panu i Sandecji zatem życzę. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję i zapraszam na mecze Sandecji.

 

Rozmawiał: Marek Jaśkiewicz

fot. Marek Jaśkiewicz

Komentarze Facebook
Zobacz również
1 komentarz
  1. keisyr pisze

    Panie Michałowski ! Zostanie Pan usunięty ze stanowiska ! Za to że przyjął Pan minimalistyczny cel przed Sandecją utrzymania sie w 1 lidze !!! Poza tym akceptuje Pan budowę 2 ligowego stadionu – syfu na 6 tys. miejsc !!!
    Nie zaklada Pan powrotu Sandecji do ekstraklasy i dlatego bedzie Pan zwolniony !!! Poza tym jest Pan przydupasem zwalnianego Nowaka !!!

Zostaw odpowiedź